Dziewięć
niedziela, 8.listopada.2009, 22:27
Młoda dziewczyna zastukała trzykrotnie kołatką w drzwi starego dworku znajdującego na obrzeżach niewielkiego miasteczka na północ od Londynu. Duże krople deszczu niesionego z wiatrem wdzierały się za kołnierz jej płaszcza spływając stróżkami po plecach, co powodowało, że ciałem dziewczyny raz po raz wstrząsały dreszcze. Silny podmuch zerwał z jej głowy kaptur ukazując zaczerwienione policzki i fale jasnobrązowych włosów spiętych na karku w kucyk. Po chwili wrota otwarły się przed nią, a na progu stanęła smukła, wysoka blondynka o jasnoniebieskich oczach. Uśmiechnęła się pobłażliwie na widok Iteke, która starała się by jej twarz przybrała spokojny wyraz.
- Witaj Narcyzo. Przybyłam do twojego ojca.- zaczęła wchodząc i zdjęła z ramion przemoczony płaszcz.
- Tak, wiem... Schodziłam właśnie na obiad, na który jeśli jestem dobrze poinformowana ty jesteś zaproszona. Dlatego przejdźmy do jadalni.- machnęła teatralnie ręką w kierunku obszernego holu. Iteke obdarzyła ją wymuszonym uśmiechem i ruszyła przed siebie. Po chwili weszły do bogato zdobionej jadalni. Deszcz bębnił w duże okna wychodzące na ogród pełen różnobarwnych kwiatów. Przy okrągłym stole na środku pokoju siedziały już dwie dziewczyny i kobieta w średnim wieku. Bellatrix popatrzyła na gościa z wyniosłością, a siedząca tuż obok niej średnia z sióstr obdarzyła ją promiennym uśmiechem.
- Iteke... Witaj moja droga.- pani Black wstała od stołu, a jej długie blond włosy zdawały się lśnić nawet w cieniu. Twarz choć naznaczona piętnem czasu nadal pozostawała zachwycająco piękna, a jasnoniebieskie oczy były takie same jak te najmłodszej z córek. Gdy uścisnęła dłoń dziewczyny do środka wszedł siwy mężczyzna. Zmęczona twarz Alabastora Blacka rozpromieniła się, ale jego oczy nadal pozostały smutne.
- Jak miło cię widzieć... Cieszę się, że przyjęłaś moje zaproszenie.- podszedł do dziewczyny i pochylając się pocałował jej dłoń.- A teraz pozwól, że zaproponuje ci byś usiadła. Moja żona zaplanowała na dzisiejszą ucztę coś specjalnego... – uśmiechnął się tajemniczo i pomógł jej usiąść. Po chwili podano do jadalni wbiegło kilka skrzatów domowych niosąc nad głowami duże tace pełne najróżniejszych potraw.
- Życzę panience smacznego!- zapiszczał jeden z nich tuż obok łokcia dziewczyny i zniknął z cichym pyknięciem. Uczta rozpoczęła się w milczeniu. Pan Black nieobecnie wpatrywał się w jeden punkt, a reszta rodziny nie miała odwagi nic powiedzieć.
- Ojcze... Czy to prawda, że Gampowie poparli Dumbledore’a w planie uniezależnienia szkoły?- zapytała nagle Bellatrix patrząc uważnie na twarz rodziciela. Mężczyzna przeniósł wzrok na córkę.
- Tak. Nie spodziewałam się tego po starym Grumble’u. Swoją drogą odkąd ten starzec objął stanowisko dyrektora, ta szkoła staje się coraz gorsza. Za czasów Dippeta nie było do pomyślenia żeby wszystko odbywało się bez wiedzy Ministerstwa. – zastanowił się chwile nad swoimi słowami.
- Masz całkowitą rację, ale wydaje mi się, że zakazanie nauczania Czarnej Magii było...
- Bella! Proszę cię, nie przy obiedzie. Poza tym mamy gościa.- skarciła ją pani Black. Ciemnowłosa dziewczyna spojrzała na matkę w wyrzutem i już otwierała usta by coś powiedzieć, gdy pan Black przerwał jej unosząc dłoń
- Matka ma racje. Myślę, że powinniśmy to przedyskutować innym razem. Teraz chciałbym zjeść w spokoju.- oświadczył i wrócił do rozmyślań.
- A jak czuje się twoja matka Iteke?- zapytała kobieta uśmiechając się przepraszająco.
- Lepiej, choć osobiście uważam, że powinna czasami wyjść z domu. Przecież ma tyle przyjaciół...- kiedy powiedziała te słowa twarz pani Black rozjaśniła się.
- Masz rację! Więc przekaz jej, żeby wpadła do mnie na herbatkę.- klasnęła w dłonie.- Zobaczysz, od razu lepiej się poczuje.
Gdy uczta się skończyła rodzina Blacków usiadła przed kominkiem w salonie. Wzrok dziewczyny siedzącej na jednym z foteli padł na dwie z panien. Narcyza i Andromeda rozmawiały wesoło na temat szkoły i nadchodzącego roku szkolnego. Kosmyki brązowych włosów opadały na zarumienioną twarz średniej z sióstr, gdy ta żywo gestykulowała. Tylko Bellatrix usiadła z boku i beznamiętnie przyglądała się kroplą spływającym powoli po szybie. Iteke też spojrzała w tamtą stronę. Przez kłębiaste chmury nieśmiało przedzierały się promienie słońca igrając wesoło w kropelkach deszczu osiadłych na trawie ogrodu. Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie widząc ten malowniczy krajobraz. Do salonu wszedł pan Black trzymając w dłoni zakurzoną butelkę z pożółkłą etykietą.
- Mmm... Merlot rocznik pięćdziesiąty drugi. Jedno z najlepszych francuskich win...- mruknął z satysfakcją.- Skusisz się Ite?- zapytał z młodzieńczym uśmiechem na twarzy.
- Ależ oczywiście...- odparła odrywając wzrok od okna.
- Może przejdźmy do mojego gabinetu. Chciałbym z tobą zamienić kilka słów.- dodał mężczyzna nalewając trunku do kieliszków. Dziewczyna kiwnęła tylko głową. Pan Black poprowadził ją już dobrze znanym korytarzem w głąb domu. Po chwili dotarli przed masywne drzwi wykonane z jasnego drewna, które niemal natychmiast otwarły się przed właścicielem gabinetu. Wnętrze pokoju zdobiły liczne obrazy zawieszone na cynamonowych ścianach. Pod oknem stało duże biurko, na którego blacie piętrzyły się teczki z dokumentami. Iteke usiadła na krześle obitym czerwonym materiałem, a jej wzrok padł na zdjęcie trzech dziewczynek biegających po ogrodzie. Rozpoznała w nich młodsze panny Black. Uśmiechnęła się, gdy najmłodsza z nich przepadła przez dziecięcą miotłę i wpadła do błota, a dwie pozostałe zaniosły się śmiechem.
Siwy mężczyzna dostrzegł wyraz jej twarzy i również się uśmiechnął.
- Tak... Kiedyś były takie małe, a teraz każda z nich chce już decydować o sobie.- powiedział przyglądając się zdjęciu.
- Każdy człowiek kiedyś staje się dorosłym...- odparła mrużąc oczy. Tak dobrze pamiętała ile razy przysięgała sobie, że w końcu uniezależni się od ojca.
- Ale nie zaprosiłem cię tutaj by rozmawiać na temat moich córek... Chciałem zapytać cię czy... Twój ojciec wspominał ci może kiedyś o jego dawnym przyjacielu Tomie Riddle’u ?- zapytał pocierając dłonie o siebie, a jego oczy błądziły gdzieś nad jej plecami. Dziewczyna spojrzała na niego uważnie, a kąciki jej ust lekko drżały.
- O tym mordercy?- zapytała ostro mrużąc oczy.
- Widzę, że wiesz o wszystkim...- potarł wierzchem dłoni zmęczone oczy.- Tak... To potężny, ale i okrutny człowiek, szaleniec...- zawiesił głos i spojrzał na nią.
- Po co pan mi to wszystko mówi?- warknęła.
- Po to byś zrozumiała... Twój ojciec nie chciała go poprzeć i miał szczęście, że umarł zanim Czarny Pan zdążył się zemścić. Chcę cię ostrzec. Musisz na siebie uważać...- powiedział z troską.
- Obiecałam ojcu, ale nie jestem głupia...- odparła i wstała.- Przepraszam, ale muszę już wracać do domu. Matka i siostra na mnie czekają.
- Wiem Iteke, wiem.... Dlatego ufam, że sobie poradzisz. – uśmiechnął się dobrodusznie i również podniósł się z krzesła.
^^^
- Nie chcę jechać...
Śpiew ptaków przerywany był co chwilę przez ciche łkanie. Iteke gładziła delikatnie ciemne, proste włosy siostry leżącej na jej kolanach , które opadały na zaczerwienioną twarz. Dziewczyna uśmiechnęła się smutno patrząc na zadarty nosek i ładne rysy swojej małej siostrzyczki.
- Elisa... Ja też nie chce zostawiać mamy i ciebie, ale musimy....- szepnęła pocieszająco odgarniając kilka kosmyków z policzka nastolatki. Mała łza upadła na trawę lśniąc w promieniach zachodzącego słońca.
- Ty przynajmniej możesz być tu... A ja? Daleko...- powiedziała z wyrzutem w głosie wyskubując kępkę trawy.
- Pamiętasz jak wymykałyśmy się wieczorem patrzeć na gwiazdy?- zapytała cicho Iteke. Elisander uniosła głowę i spojrzała uważnie na twarz starszej siostry.- Siadałyśmy na mokrej trawie, a ty zawsze pytałaś czy kiedyś będziesz mogła polecieć tam na miotle, którą kupił ci tatuś.- dziewczyna na to wspomnienia zaniosła się śmiechem.
- Pamiętam... Mama zawsze krzyczała, że będziemy chore....- jej twarz rozjaśnił uśmiech.
- Tak... Pamiętasz jak kiedyś zapytałaś mnie czy ktoś tam jest?- zapytała ponownie mrużąc tajemniczo oczy.
- Powiedziałaś wtedy, że możemy tam się znaleźć kiedy tylko chcemy... bo zawsze będziemy tam razem, gdy patrzymy w gwiazdy.
- Właśnie... Zawsze będziemy będę tam ja i tata, kiedy tylko spojrzysz w gwiazdy.- ściszyła głos i spojrzała w stronę horyzontu za którym znikały właśnie ostatnie chwile dnia.
^^^
Deszczowa pogoda przywitała uczniów Hogwartu zmierzających pierwszego września na peron 9 i ¾. Tłum wrzeszczących dzieciaków, bandy chichoczących dziewczyn i snujący się pośród nich uczniowie starszych klas zalegały na stacji King’s Cross. Młoda dziewczyna przedzierała się między ludźmi próbując przyzwyczaić się do tego harmidru. Kilkakrotnie ktoś nadepnął jej na stopę, szturchnął, potrącił. To miejsce zdecydowanie różniło się od tego, które opuściła zaledwie kilka minut temu. Ciche zakątki starego domostwa zamieniły się tak nagle w hałaśliwy peron. Z trudem dotarła do jednego z wagonów i wciągnęła swój bagaż po schodkach prowadzących do wnętrza pociągu. Odgarniając z czoła kosmyki brązowych włosów weszła do jednego z przedziałów. Na fotelu pod oknem siedziała drobna brunetka o dużych, zielonych oczach. Na jej kolanach spał tłusty, czarny kocur mrucząc głośno. Właścicielka zwierzęcia nieobecnym wzrokiem patrzyła na zaparowaną szybę przedziału.
- Mogę?- zapytała od niechcenia Blaise. Dziewczyna spojrzała na nią nieprzytomnie, ale już po chwili się uśmiechnęła.
- Ach... To ty Iteke. Oczywiście, siadaj...- wskazała na siedzenie naprzeciwko zakładając za ucho kilka kosmyków włosów.- Jak minęły ci wakacje?
- Były dość... Obfite w wydarzenia.- odpowiedziała bez uśmiechu i popatrzyła na zamazaną twarz, która właśnie przemknęła za oknem. Pochyliła się by zobaczyć dokładniej, ale pociąg ruszył i pożegnały ją tylko dwie sylwetki oddalające się z każdą sekundą.
Nastrój:
tagi: