Ostatnie słoneczne dni tego lata zdawały się z niesamowitą siłą przyciągać uczniów do siebie by korzystali z ciepła promieni. Było już popołudniu, a klepsydra na biurku profesora Binsa zdawała się zatrzymywać w sobie magiczny pył odmierzający godziny. Znużeni uczniowie próbowali skupić się na słowach ducha korpulentnego mężczyzny szybującego za katedrą, jednak jego głos brzmiał tak monotonnie i usypiająco, jak bzyczenie muchy latającej po klasie. Iteke oparła głowę na dłoni i skrobiąc coś po pergaminie pawim piórem pogrążyła się w marzeniach. Jedyne czego teraz pragnęła to położyć się w swoim łóżku i zasnąć błogim snem. Wczoraj znów siedziała do drugiej w nocy przeglądając kolejne księgi i stare wycinki z Proroka Codziennego. Teraz poczuła się tak zmęczona i senna. Jej powieki powoli opadały, a obraz rozgrzanych słońcem błoni widocznych przez okno zamieniał się w kolorową krainę pełną dziwnych kształtów. Nagle poczuła dźgnięcie w lewy bok.
- Blasie obudź się! Tu masz list.- usłyszała tuż przy uchu, a na blacie jej stolika wylądował skrzętnie zwinięty rulonik podpisany zielonym atramentem. Masując sobie obolałe miejsce między żebrami spojrzała z wyrzutem na blondwłosego chłopaka siedzącego za nią. Jim Nott puścił jej tylko oczko. Dziewczyna rozwinęła pergamin z zniesmaczoną miną i przeczytała szybko krótką wiadomość. Jej brwi uniosły się do góry w wyrazie zdziwienia. Jeszcze raz przeczytała kilka zdań zapisanych pochyłym pismem.
Blaise chcę z tobą porozmawiać na temat sprawy, która cię ostatnio interesuje. Spotkajmy się w Pokoju Wspólnym o pierwszej dzisiaj w nocy. Bądź sama.
Bellatrix Black
Iteke spojrzała w stronę czarnowłosej dziewczyny siedzącej kilka miejsc za nią. Twarz Belli była nieodgadniona, a oczy z uwagą wpatrywały się w jakiś punkt za oknem. Nagle dźwięk dzwonu ogłosił tak upragniony koniec lekcji, a wszyscy uczniowie ruszyli ku wyjściu by uwolnić się od dusznego i ciężkiego powietrza zalegającego w sali. Nim dziewczyna zdążyła jakkolwiek zareagować dostrzegła tylko ciemne, długie włosy falujące za panną Black, gdy ta wychodziła z klasy.
^^^
Gwar rozmów już ucichł, a w jednym z kątów Pokoju Wspólnego Slitherinu zagnieździła się cisza, by odbyć nocna konwersację ze snem. Jedynie kilka świec rzucało na wnętrze wątłe światło rozrywające nieprzenikniony mrok. Za dnia pokój był jasny, mimo tego, że znajdował się w lochach. Kolory zieleni i srebra spowodowały, że ślizgoni uczynili go tradycyjnym miejscem do wypoczynku i błogiego lenistwa. Nawet prace domowe odrabiano zazwyczaj w bibliotece.
Wśród setek wspomnień o dawnych lokatorach, zużytych pergaminów porozrzucanych po podłodze, na jednym z wyświechtanych, obitych zielonym materiałem foteli siedziała brązowowłosa dziewczyna. Wpatrując się w zdobienia na ścianach czekała na swoja rozmówczynię Nagle rozległ się stukot czyichś kroków odbijających się echem po kamiennych ścianach lochu. Po chwili w Pokoju Wspólnym pojawił się ciemnowłosa dziewczyna. Wodząc wzrokiem wśród mroku dostrzegła na jednym z foteli skuloną postać.
- Jednak jesteś Blaise... Obawiałam się, że twoja duma nie pozwoli ci się ze mną spotkać.- uśmiechnęła się cynicznie i usiadła w fotelu naprzeciw Iteke.
- Jak widzisz jestem... Cóż za istotne informację chcesz m przekazać?- zapytała prostując się dumnie.- Jeszcze jedno... Jaki masz w tym cel?
- Oj... Nie wierzysz w moje dobre chęci Ite? Patrzę na to jak błądzisz po omacku przez ostatnie trzy tygodnie, a ja znam odpowiedź na każde twe pytanie. Dlaczego miałabym ci ich nie udzielić?- odpowiedziała z udawana uprzejmością uśmiechając się lekko.
- Ty i bezinteresowność? Nie rozśmieszaj mnie Bellatrix...- syknęła zjadliwie Iteke mrużąc oczy.
- Może ludzie zmieniają się z czasem. Jednak nie spotkałam się z tobą by rozprawiać na temat moich motywów. Chciałaś chyba wiedzieć kim jest niejaki Tom Riddle...- ściszyła lekko głos by dodać dramaturgii całej sytuacji. Iteke milczała wpatrując się uważnie w bladą twarz Belli.- Lord Voldemort- tak go teraz nazywają. Potężny czarodziej...- mówiła dalej, a jej oczy błyszczały dziwnym blaskiem.
^^^
Dni stawały się coraz chłodniejsze, a szczególnie na południu Bułgarii. Deszcz zacinał w szyby nieustannie tworząc niezliczona kałuże . Ciemnowłosy mężczyzna stał w oknie jednego z domów położonych na wzgórzu małego miasteczka otoczonego wysokimi pasmami górskimi podziwiając pokryte śniegiem stoki. Westchnął cicho, a jego ciepły oddech pozostawił na szybie mglisty ślad. Kolejne zdanie zostało wykonane, informacje zdobyte, Czarny Pan zadowolony... Przymknął powieki zaciskając dłonie na kubku z ciepła herbatą, wracając myślami do domu i chwil spędzonych z najbliższymi. Głośny gong zegara stojącego w kącie wyrwał go z zamyślania brutalnie przywołując do rzeczywistości. Zerknął ostatni raz za okno zarzucając na ramiona ciemny, wyjściowy płaszcz. Wiatr mocniej uderzył w okno salonu, lecz jego już nie było.
^^^
Ostry zapach tytoniu, whisky i potu wdzierał się do nozdrzy, gdy tylko weszło się do tego małego pubu w centrum miasteczka. Drewniane drzwi zamknęły się z trzaśnięciem za wysoką, zakapturzoną postacią, która właśnie pojawiła się w barze. Przybysz strzepnął z ramion kilka kropel wody i ruszył w stronę stolika znajdującego się po przeciwnej stronie pomieszczenia. Nikt nie zwracał na niego uwagi, tylko kilka starych wiedźm zachichotało cicho odprowadzając go wzrokiem. Nieznajomy usiadł przy drewnianym stoliku i trwał tak przez chwilę jakby na coś oczekując. Drzwi baru otworzyły się ponownie i teraz do środka weszła kolejna postać, ale już po chwili ściągnęła kaptur ukazując ładna twarz kobiety. Rude włosy wysypały się spod mokrego materiału falując się lekko pod wpływem wilgoci, a z jej ust nie schodził figlarny uśmiech. Rozejrzała się po wnętrzu szukając wzrokiem jakiejś znajomej twarzy. Nagle jej oczy rozjaśniły się i ruszyła w stronę kąta, gdzie siedział niedawno przybyły mężczyzna.
- Evan?- zapytała kładąc na jego ramieniu drobną dłoń. Nieznajomy odwrócił się, a kaptur opadł mu na ramiona.
- Witaj Julio... Jak dawno cię nie widziałem. Mieszkasz tu w Bułgarii... - wstał ściskając jej dłoń.
- To naprawdę piękny kraj... Chociaż nie tak piękny jak Anglia. - przez jej twarz przebiegł cień smutku.
- Może usiądziesz i napijesz się czegoś?- zaproponował wskazując krzesło.
- Och... Może kieliszeczek burbona na rozgrzanie poproszę.- uśmiechnęła się siadając.
Mężczyzna ruszył w stronę baru przy którym siedziało kilku tamtejszych czarodziei rozmawiając o czymś z przejęciem po bułgarsku. Kobieta rozejrzała się po wnętrzu małego pubu bębniąc palcami w stół. Po chwili mężczyzna pojawił się z powrotem niosąc dwa kieliszki i usiadł naprzeciwko niej.
- Po co chciałeś się ze mną spotkać? Bo chyba nie to by powspominać dawne lata...- zapytała patrząc na niego uważnie. Zacisnął usta i spojrzał na swój kieliszek.
- Chciałbym zaproponować ci pewien układ... Wiem, że wyszłaś za mąż i masz rodzinę.- odpowiedział po chwili zastanowienia patrząc jej w oczy.
- Tak. Mój mąż pracuje w bułgarskim Ministerstwie, ma ostatnio dużo pracy...- zaczęła zakładając kosmyk włosów za ucho.
- Słyszałaś co dzieje się ostatnio w Anglii?- zapytał przerywając jej.
- Chodzi ci o tą sprawę, z którą nie może sobie poradzić nawet Ministerstwo? Ludzie znikają bez śladu, tracą zmysły, giną w niewyjaśnionych okolicznościach...
- Za tym wszystkim stoi pewien człowiek, nazywają go teraz Lordem Voldemortem... Wielki czarnoksiężnik... Za niedługo cały świat będzie znał jego imię, które stanie się postrachem. Nikt już nie powstrzyma tej machiny...- mówił niemal szeptem pochylając się nisko nad stołem. Jego niebieskie oczy pełne były podziwu, a jednocześnie strachu. Z ust kobiety spełzł uśmiech, a teraz na jej twarzy było widoczne skupienie. Chłonęła każde jego słowo z uwagą.
- Myślisz, że nam też coś grozi?- zapytała marszcząc brwi.
- W związku z tym mam dla ciebie pewna propozycję... – odpowiedział widząc, że kobieta jest na tyle przerażona by zgodzić się na każdy układ.
Nastrój:
tagi: