Obrazek

She's like heroin to me

Powrót

Osiem

niedziela, 8.listopada.2009, 22:26
Światło sączące się przez olbrzymie witraże przybierało różnorakie barwy padając na biały materiał sukni ślubnej. Kilka ciemnych kosmyków wymykało się spod welonu i opadało na szczupłe ramiona kobiety stojącej przed ołtarzem. Jedną z jej dłoni trzymał młody, blondwłosy mężczyzna. Oboje patrzyli na siebie z uwielbieniem, miłością i oddaniem. Darowali sobie serca. Nie liczyło się nic prócz tej drugiej osoby. Mimo tego, że kaplica wypełniona była ludźmi byli sami patrząc w ukochane oczy.
Gdzieś z tyłu stała młoda dziewczyna patrząca z zazdrością na tych dwoje. Miała na sobie długą, ciemnoniebieską suknię, a jedna z jej dłoni spoczywała wytwornie na przedramieniu mężczyzny stojącego obok. Jasnobrązowe włosy spływały kaskadami po plecach, przywodząc na myśl złote nici babiego lata. Tylko ciemne oczy pełne były smutku i żalu. Oderwała na chwilę wzrok od pary młodej i spojrzała w sklepienie katedry, które ozdobione było pięknymi freskami. Cała świątynia w swej majestatyczności odpowiednia była do tak uroczystego ślubu potomków wielkich arystokratów.
I tym razem, tak jak przed kilkoma tygodniami na pogrzebie pana Blaise, pojawili się najbardziej szanowani ludzie czarodziejskiego świata. Tyle, że teraz atmosfera była całkiem inna niż ta z lipca. Wydawało by się, że już nikt nie pamięta tamtych smutnych wydarzeń. Tylko na twarzy tej młodej dziewczyny pojawił się grymas bólu gdy wspomnienia powróciły.
Starając się nie myśleć o tym spojrzała na ludzi stojących w pobliżu. Wśród nich dostrzegła długie, czarne włosy i dumnie wyprostowane plecy dobrze znanej osoby. Bellatrix Black była jedną z jej rówieśniczek, znały się jeszcze z dzieciństwa, kiedy to ich rodzice spotykali się na popołudniowej herbacie. Zawsze wyniosła, duma i złośliwa stała się z czasem jedną z najbardziej szanowanych osób w szkole. Tak wielu młodych arystokratów próbowało osiągnąć ideał jakiego symbolem stała się Bellatrix.
Dziewczyna jakby poczuła na sobie czyjś wzrok i odwróciła głowę w kierunku Iteke. Ich spojrzenia spotkały się przez chwilę, a ciemnowłosa uśmiechnęła się ironicznie. Panna Blaise popatrzyła na nią z dumą i przeniosła wzrok na ołtarz. Uroczystość dobiegała końca.
Po kilku minutach wszyscy zaproszeni goście wyszli na zewnątrz katedry, gdzie zakurzona, mugolska dzielnica przywitała ich ciężkim, skwarnym powietrzem. Tętent kopyt nadjeżdżających bryczek zagłuszył chichoty kilku przechodzących obok dziewcząt, które spoglądały na uczestników uroczystości z rozbawieniem i zdziwieniem.
Iteke wsiadła do powozu i odetchnęła z ulgą. Po chwili tuż obok niej usiadł Evan, a na jego czole lśniło kilka kropelek potu.
- Mugole...
^^^

Ciepły, letni wiatr muskał twarz dziewczyny stojącej na tarasie. Noc była niezwykle ciepła, a zapach wilgotnej trawy i kwitnących za dnia kwiatów uderzał w nozdrza powodując, że świat zawirował jej przed oczami, a może przyczynom była nadmierna ilość wina wypita tego wieczoru. Spojrzała na usłane gwiazdami niebo i westchnęła głęboko wypatrując tej najmocniej świecącej. Nagle na szyi poczuła czyjś ciepły oddech, a zapach ogrodu splótł się z wonią whisky.
- Ite...- ochrypły szept dotarł do jej ucha. Dziewczyna przybliżyła do ust kieliszek wypełniony brunatnym płynem i zanurzył w nim wargi. Ostry smak wina rozchodził się powoli po jej ciele. Przymknęła powieki i pozwoliła by czyjeś cieple ręce oplotły ją w talii.
-Piękna noc...- uśmiechnęła się do siebie. Krew krążyła w jej żyłach coraz szybciej powodując, że na policzkach pojawiły się rumieńce. Delikatnie muśnięcie warg na szyli przyprawiło o jeszcze mocniejsze bicie serca. Gdzieś w środku rodziło się uczucie buntu, ale szybko zostało stłumione przypływem adrenaliny. Dziewczyna odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z przystojnym brunetem. Evan patrzył na nią z zachłannością. Zbliżył się, a zapach wody kolońskiej jeszcze mocniej uderzył ją w nozdrza.
- Jesteś taka piękna...- szepnął odgarniając kosmyk włosów z jej twarzy. Dziewczyna przywarła do niego całym ciałem, a ich usta splotły się w namiętnym pocałunku. Delikatnie, a zarazem pożądliwie pieścił jej wargi. Zanurzył dłoń w jej miękkich włosach jednocześnie przyciągając ją mocniej do siebie. Brzęk tłuczonego szkła rozniósł się po ogrodzie gdy kieliszek wypadł z ręki Iteke. Czerwony płyn rozlał się u ich stóp niczym kałuża krwi. Dziewczyna obiema rękami objęła szyję mężczyzny.
- Przepraszam, że przeszkadzam...- rozległ się czyjś napełniony ironią głos. Odsunęli się od siebie tak szybko, jak para młodzianów przyłapana na gorącym uczynku. Na tarasie stała ciemnowłosa dziewczyna, a jej oczy błyszczały przebiegle. Czarna suknia balowa podkreślała figurę i kontrastowała z niemal alabastrowa skórą. Uśmiechała się cynicznie.
- Czego chcesz Bellatrix?- zapytała ostro Iteke oddychając szybko chłodnym powietrzem.
- Chciałam zamienić kilka słów z Evanem, ale widzę, że jesteście zajęci... W takim razie może...- wyciągnęła rękę w kierunku drzwi prowadzących do wnętrza domu.
- Nie... Nie przeszkadzajcie sobie mną.- rzuciła ze złością panna Blaise i weszła do środka.
- Co ty wyrabiasz Bella?- zapytał poirytowany mężczyzna opierając się o balustradę.
- Ja? Miałam cię zapytać o to samo... Przecież miałeś ją przeciągnąć na nasza stronę, a nie uwieść... – syknęła z niesmakiem.
- Nie wtrącaj się... To moje zadanie i sam dobrze wiem jak mam je wykonać.- wyprostował się i odwrócił od niej wzrok.
- A może... Tobie na niej zależy...- popatrzyła na niego przenikliwie, a jej twarz przybrała wyraz rozbawienia. Mężczyzna zacisnął nerwowo dłonie i spojrzał na dziewczynę.
- Wyśmienity żart Bellatrix... Zawiodę cię. Robię to tylko i wyłącznie dla osiągnięcia swoich celów. Nie będę ukrywał, że obchodzi mnie spadek panny Blaise.- ściszył głos do szeptu nachylając się nad młodą kobietą. Po ogrodzie rozniósł się dźwięczy, dziewczęcy śmiech.
- Nieźle to wykombinowałeś... No, no, no... Chyba pozostaje mi życzyć powodzenia.- zadrwiła i odeszła w kierunku drzwi prowadzących do ciepłego wnętrza domu. Evan nabrał powietrza ze świstem i uśmiechnął się krzywo. Zaklął cicho pod nosem i również wszedł do środka.
^^^
Barwne języki ognia przeplatały się między sobą niczym dusze pragnące wzlecieć ku niebu. Gustownie urządzony salon skapany był w półmroku, a jedynym światłem był migoczący blask pochodzący z kominka. Na sofie przed paleniskiem siedziała młoda dziewczyna wpatrzona w taniec iskier i płomieni. W zaciśniętej dłoni trzymała skrawek pergaminu. Po chwili wstała i zaczęła krążyć po pokoju. Odgłos jej kroków mieszał się z trzaskiem drewna trawionego przez ogień. Kolejne minuty mijały nieubłaganie, a szmer czyjejś rozmowy dobiegającej z korytarza rozpraszał myśli. Przygryzła dolną wargę i zatrzymała się raptownie.
- Kredku!- krzyknęła w stronę drzwi prowadzących do holu. Po chwili do salonu wszedł mały skrzat domowy.
- Słucham panienko...- zaskrzeczał, a jego mętne oczy rozszerzyły się ze strachu, gdy spojrzał na zdenerwowaną twarz dziewczyny.
- Przynieś mi czysty pergamin i pióro!- rozkazała. Stworzenie wybiegło w pośpiechu z pokoju i wróciło po chwili niosąc polecone rzeczy. Iteke usiadła przy stoliku i naskrobała kilka zdań.
- Teraz wyślij ten list do pana Blacka.- poleciła wręczając rulonik skrzatowi. Kredek zniknął za drewnianymi drzwiami, a dziewczyna opadła na sofę zastanawiając się nadal nad tym czy dobrze robi wyrażając zgodę na to spotkanie.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


0 komentarzy
Następne Poprzednie