Obrazek

She's like heroin to me

Powrót

Piętnaście

niedziela, 8.listopada.2009, 22:32
Dość duży pokój na parterze mający spełniać rolę gabinetu w ogromnej posiadłości państwa Blacków, spowity był w półmroku. Jedynym jasnym elementem było kilka lampek gazowych umieszczonych w centralnych miejscach pomieszczenia. Wątłe promienie migotały na cynamonowych ścianach, tworząc jednocześnie cienie o dość dziwacznych i nieokreślonych kształtach. Przy obszernym biurku pod oknem siedział siwy mężczyzna kreśląc coś w głębokim zamyśleniu na pergaminie, a w jego oczach chował się dziwny blask. Niebieskie tęczówki przypominające swym kolorem wiosenne niebo pełne były powagi, która maskowała cień strachu. Nagle w gabinecie rozległ się głośny trzask i na perskim, bogato zdobionym dywanie aportowało się dwóch mężczyzn w średnim wieku. Pan domu podniósł wzrok z nad swoich notatek, na których widniał teraz dorodny kleks i bliżej nieokreślony malunek stworzony chwilę temu.
- Witaj Alabastorze!- powiedział dość cicho jeden z nich ściągając z ramion przemoczony płaszcz podchodząc bliżej. Drugi z mężczyzn również mruknął coś niewyraźnie na powitanie i wyciągnął z kieszeni różdżkę osuszając płynącym z niej ciepłym powietrzem skraj szaty.
- Dobrze, że już jesteście. Usiądźcie proszę.- odparł właściciel posiadłości i wskazał na dwa fotele obite czerwonym materiałem. Sam wstał i podszedł do barku stojącego w kącie pokoju, zastawionego najróżniejszymi alkoholami. – Czego się napijecie?
- Ja poproszę o whisky, tak na rozgrzanie.- odezwał się dość pogodnie łysiejący mężczyzna o krępej budowie i dorodnych rumieńcach na policzkach. Natomiast jego towarzysz, wysoki jegomość o surowym wyrazie twarzy ruchem ręki podziękował za kuszącą propozycję i zaczął przyglądać się swoim długim palcom. Gdy tęgi mężczyzna otrzymał swój trunek i jednym chlustem wypił połowę zawartości kieliszka nastała niezręczna cisza.
- Alabastorze, wiesz w jakiej sprawie tu jesteśmy. Nie chodzi tylko o Yaxleya i to jak dał się złapać. Dobrze wiesz, że ministerstwo zaczyna węszyć, czegoś się domyślać.- odezwał się w końcu, do tej pory dość milczący, szczupły mężczyzna.
- Słyszałem to od samej pani Minister, jest zaniepokojona tą sprawą. W dodatku Prorok narobił zbędnego szumu. Jeden z kierujących całym Departamentem Tajemnic próbuje z niego wynieść cenne informacje nad którymi pracuje już od dawna wielu specjalistów, nagła i niewyjaśniona śmierć kilku osób i wiele tajemniczych wydarzeń na terenie całego kraju.- powiedział dość spokojnie i westchnął cicho obracając w dłoni szklane naczynie napełnione brunatnym płynem.
- Za dużo spraw na raz, ludzie zaczynają wyczuwać, że coś się dzieje. Trzeba uspokoić całą sprawę, a później możemy działać dalej.- wtrącił ostatni z mężczyzn odstawiając na biurko pusty kieliszek.
- Wydaje mi się, że Egon ma rację. Z czasem wszystko ucichnie i ludzie zapomną. Obawiam się tylko jednego, że Czarny Pan nie będzie chciał czekać.- szepnął Black Senior i poruszył się nerwowo zerkając w stronę drewnianych drzwi jakby spodziewając się, że dojrzy w nich coś podejrzanego.
- Na brodę Merlina, Black!- powiedział człowiek nazwany Egonem.- Wydaje ci się, że jemu tak zależy na rozgłosie? Sam mówił, że...
- Nie musisz mi powtarzać Lestrange, co powiedział Czarny Pan. Doskonale znam polecenia, które wydaje wszystkim śmierciożercom, więc nie masz prawa...- syknął poruszony wypowiedzią przyjaciela, lecz nagle przerwał. Spojrzał w stronę przejścia do korytarza, skąd było wyraźnie słychać czyjeś szybkie kroki. Wszyscy trzej zastygli w oczekiwaniu. Po chwili klamka opadła w dół, a zza mahoniowych wrót wyłoniła się postać kobiety ubranej w jasnozieloną suknię ozdobioną mnóstwem falbanek. Niebieskie oczy pani Black przebiegły po twarzach zgromadzonych, a jej usta wykrzywiły się lekko w grymasie niezadowolenia.
- Och... Alabastorze, nie mówiłeś, że będziemy mieli gości!- obrzuciła męża karcącym wzrokiem. Jedyne, co zaniepokoiło Blacka w jej spojrzeniu nie była złość, a dziwny błysk niewróżący niczego dobrego.
- Wybacz nam Elizabeth, to nasza wina.- Zwrócił się do niej łysiejący mężczyzna podnosząc się z fotela i całując jej drobną dłoń.- Widzisz, wysłaliśmy wiadomość o przybyciu chwilę przed tym jak się tu pojawiliśmy. Można powiedzieć, że to niespodziewana wizyta.- Uśmiechnął się szeroko, z podziwem przyglądając się wciąż pięknej twarzy pani domu. Kobieta lekko skinęła głową i odrzuciła włosy do tyłu, niczym Willa próbująca oczarować swoją ofiarę.
- Rozkaże skrzatom przynieść jakieś zakąski. Wybaczcie tą nieuprzejmość ze strony męża, ale mężczyźni nie mają głowy do takich spraw.- uśmiechnęła się uprzejmie i klasnęła dwukrotnie w dłonie. Po chwili tuż u jej stóp pojawił się mały skrzat domowy o kartoflowatym nosie i wąskich ustach, które pozostawały lekko otwarte, spoglądając na panią z nieukrywanym podziwem.
- Mrozku przynieś z tace z ciastkami i jakieś zakąski.- wydała polecenie skrzatowi, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.- Przejdźmy do salonu, wydaje mi się, że będzie tam wygodniej niż w tym zagraconym gabinecie. Już od dawna powtarzam Alabastorowi, żeby pozwolił zająć mi się tym bałaganem.- dodała już nieco milej i machnęła teatralnie ręką.
- Ależ Elizabeth, nie fatyguj się tak, my tylko na chwilę.- starał się złagodzić sytuację łysiejący mężczyzna.
- Właściwie moja droga jest dosyć późno. Powinniśmy już wracać.- podjął temat Lestrange zerkając na zegarek i wstając by pożegnać się z panią domu.
Pani Black jeszcze przez chwilę usiłowała ich przekonać by zostali jednak jej starania spełzły na niczym. Gdy rozległy się dwa znajome odgłosy deportacji, siwiejący mężczyzna odetchnął z ulgą.
- To był ciężki dzień...- mruknął bardziej do siebie, niżeli do żony stojącej przy dogasającym kominku.
- Alabastorze...- zaczęła nieśmiało jakby obawiając się jego reakcji.- Ty też jesteś w to zamieszany?- zapytała cicho patrząc ze strachem na męża, co było do niej zupełnie niepodobne. Ten westchnął lekko i spojrzał na nią jakby nie miał siły na odpowiedź, jakby to spojrzenie miało tłumaczyć więcej niż słowa.
- Elizabeth, proszę nie pytaj. Tak będzie bezpieczniej dla ciebie i naszej rodziny.- odparł dopiero po chwili mnąc uprzednio zapisany pergamin. Dobrze wiedział, że nie może tego ukryć przed nią, kobietą która kiedyś była jego lekarstwem na wszelkie zło. Jednak teraz tego zła było zbyt wiele by mogła sobie poradzić z nim tak krucha istota. Wstał zza biurka i ucałował żonę w czoło biorąc tym samym na siebie odpowiedzialność, która niszczyła go z każdym dniem.


^^^
Jak co roku o tej porze, atmosfera w Hogwarcie diametralnie gęstniała, a powietrze nasycone było zapachem oczekiwania i napięcia. W połowie maja miały rozpocząć się egzaminy końcowe, co u części uczniów wywoływało dziwne odczucie nagłej zmiany temperatury i ogólnego niepokoju. Rzadko można było zobaczyć któregoś z siódmoklasistów na korytarzach szkoły. Teraz najczęstszym miejscem ich przebywania była biblioteka i te cichsze zakątki Pokoju Wspólnego. Natura nie sprzyjała jednak atmosferze nauki, wprost przeciwnie, dni stawały się coraz cieplejsze i bardziej nęcące.
Tego dnia wielu uczniów postanowiło jednak podjąć próbę dokształcania się na świeżym powietrzu, co graniczyło niemalże z cudem, zważając na latające tu i ówdzie rozochocone ptaki, szkolne pary przechadzające się za rękę i hałasujących uczniów młodszych klas, dla których egzaminy zaczynały się dopiero w czerwcu.
Iteke z irytacją spojrzała na grupę dziewcząt chichoczących w rogu Pokoju Wspólnego i wymownie przewróciła oczami. Po raz kolejny próbowała skupić myśli na literach układających się w skrzętnie zapisane zdania. Nawet różnokolorowy atrament, którym podkreśliła notatki, nie był w stanie przyciągnąć jej uwagi. Jedyne, co teraz tłukło się o wnętrze jej czaszki było pragnieniem uwolnienia się z tego dusznego pomieszczenia przepełnionego ciężkim, sennym powietrzem.
Westchnęła z rezygnacją i podniosła wzrok na chłopaka siedzącego kilka foteli dalej, który zdawał się być niesamowicie zajęty lekturą jakiegoś opasłego tomiska, jeśli jednak przyjrzeć się bliżej można było dostrzec, że jego oczy utkwione są w jednym miejscu kartki. Dziewczyna przeciągnęła się i ziewnęła lekko, poczym wstała odkładając na stolik kartki pergaminu zespolonego zielonym spinaczem. Gdy usiadła na przeciwko Rudolfa ten zdawał się tego nie zauważyć. Jedną ręką przygładziła zmarszczki spódnicy szkolnej szaty i odchrząknęła znacząco próbując zwrócić na siebie jego uwagę.
- Rudolfie czy mógłbyś poświęcić mi chwilkę?- zapytała z lekką irytacją spoglądając na chłopaka. Ten popatrzył na nią nieco nieprzytomnie i skinął głową na znak zgody.
- Wciąż wydaje mi się, że mnie ostatnio unikasz. Czy ma to jakiś związek z...- zaczęła śmiało jednak w pewnym momencie poczuła jak czyjaś dłoń zaciska się na jej barku. Podniosła głowę i spojrzała w brązowe oczy Bellatrix, która teraz z lekkim uśmiechem zniżyła się ku niej.
- Lepiej zamilknij Blaise, bo to nie miejsce ani nie czas.- syknęła jej do ucha i usiadła na oparciu fotela Rudolfa mierzwiąc lekko jego ciemne włosy. Chłopak wcale nie wydał się zdziwiony tym dość śmiałym gestem.
- Daj spokój Bella. Iteke ma prawo zapytać, a odpowiedź jest nadzwyczaj banalna. Egzaminy się zbliżają, nauczyciele zadają coraz więcej ćwiczeń praktycznych, co samo w sobie jest bardziej męczące niż teoria i w dodatku...- zamilkł na chwilę i wyjął z pod stosu papierów i książek leżących na stoliku zmiętą gazetę i podał ją dziewczynie.- Tyle szumu wokół jednej sprawy.
Brązowowłosa spojrzała na wydanie Proroka Codziennego z poprzedniego dnia i z zainteresowaniem przyjrzała się zdjęciu pani Minister, która z dość zafrapowaną miną odpowiadała na szczegółowe pytania dziennikarzy. Pod dość sporym zdjęciem pojawił się reportaż niejakiego Charlsa Shacka, który relacjonował ostatnią aferę w Ministerstwie Magii.

„Zaufany współpracownik stał się zdrajcą! (...) Jak wiadomo z nieoficjalnych źródeł mężczyzna nie działał sam. Ministerstwo poszukuje współodpowiedzialnych za to przestępstwo.”

Przebiegła wzrokiem po tekście i ponownie spojrzała na chłopaka.
- Słyszałam o tym. Chciał wykraść z Departamentu Tajemnic jakieś ważne informacje, ale go złapali. Swoją drogą, trzeba być idiotą, żeby tak ryzykować. Istniało wiele sposobów. Jednak co to ma wspólnego z...- Bellatrix ponownie przerwała jej pytanie prychając niczym rozjuszona kotka. Iteke z irytacją spojrzała na ciemnowłosą Ślizgonkę i już miała powiedzieć coś niemiłego, gdy dostrzegła, że w ich kierunku zmierza Nadya. Jej zaróżowione policzki kontrastowały z dość bladą cerą, a malinowe usta rozjaśnił promienny uśmiech.
- Wy tu wciąż siedzicie? - zapytała usadawiając się tuż obok Iteke - Pogoda jest cudna. – dodała z rozmarzenia. Pachniała świeżym, wiosennym powietrzem, a jej brązowe loki wyglądały jakby właśnie przeżyły jakąś silną wichurę.
- O ile się nie mylę Malfoy, to za sześć tygodni rozpoczynają się owutemy i każdy ambitny uczeń bierze teraz książkę w dłoń, a nie gania za chłopakami po błoniach.- syknęła Bellatrix z ironią, patrząc jak pogodna twarz dziewczyny siedzącej na przeciwko niej tężeje. Nadya wyprostowała się dumnie i spojrzała ze złością na koleżankę.
- Czasami trzeba odświeżyć umysł, ale rozumiem, że twój jest już tak zaśniedziały, że nawet świeże powietrze nic tu nie zdziała. Tak poza tym wydawało mi się, że ty i Nott wcale nie byliście zajęci nauką, gdy widziałam was w korytarzu prowadzącym do lochów.- Zawiesiła głos obserwując reakcję czarnowłosej. Bella zacmokała nie tracąc pewności siebie.
- A skąd wiesz czym byliśmy zajęci? Poza tym radzę ci nie wkładać tego zgrabnego noska między drzwi, bo później nawet sam Merlin nie zdoła go naprawić.- Fuknęła wstając z oparcia fotela i ruszyła w stronę dormitoriów dziewcząt wysoko unosząc głowę.
- Nay, ja chyba też powinnam się przewietrzyć, bo na niczym nie mogę się skupić. Chodź ze mną.- powiedziała szybko Iteke nie chcąc pozwolić, aby ta kłótnia nabrała poważniejszy wydźwięku. Chwyciła koleżankę za nadgarstek i pociągnęła ją w stronę wyjścia z pokoju. Wyraz twarzy szatynki mówił sam za siebie, wystarczyłoby jeszcze jedno zdanie z ust Ślizgonki, a ta gotowa była rozpętać prawdziwą wojnę.
- Dlaczego nie pozwoliłaś mi...?- zaczęła ostrym tonem, gdy były już w korytarzu oświetlonym jedynie blaskiem pochodni przyczepionych do ścian.
- Na Salazara Slitherina! Nadya pomyśl, choć chwilę! Jesteś pewna, że chcesz mieć wroga w Bellatrix?- przerwała jej z irytacją i wzniosła oczy ku niebu.
- To ona zaczęła, po drugie ja wcale nie uganiałam się za chłopcami, tylko byłam na spacerze. Dobrze wiesz, że rodzice by mnie chyba wyklęli, jeśli związałabym się z jakąś szlamą, a tych jest teraz pod dostatkiem w Hogwarcie.- powiedziała już nieco ciszej i zrobiła obrażoną minę. W milczeniu doszły na szkolne błonia. Słońca przygrzewało, a wiatr niósł ze sobą zapach mokrej ziemi i pierwszych, wiosennych kwiatów. Iteke nabrała powietrza w płuca i przymknęła powieki, stała tak przez chwilę by jej skóra mogła złapać jak najwięcej promieni słońca, które zdawały się przez nią przenikać i rozchodzić się krwioobiegiem po całym ciele. W pewnym momencie usłyszała gdzieś niedaleko radosny śmiech przyjaciółki. Z niechęcią uniosła powieki i spojrzała na oślepiające słońce, po czym zwróciła wzrok na źródło owych radosnych okrzyków. To, co zobaczyła wywołało na jej twarzy wyraz politowania.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


0 komentarzy
Następne Poprzednie