Obrazek

She's like heroin to me

Powrót

Trzy

niedziela, 8.listopada.2009, 17:41
- Panienko Iteke... Niech się panienka obudzi...
Stado rozjuszonych słoni zaczęło się rozmazywać, a olbrzymi kruk nadal skrzeczał przeraźliwie nad jej głową.
- Panienko...
Wbił swojego długie szpony w jej bok...
Iteke zerwała się nagle z łóżka, powodując, że małe stworzenie stojące zaraz obok niego odskoczyło i zakryło dłońmi okrągłą, niewymiarową główkę.
- Kredek... Ach... To tylko ty...- odetchnęła z ulgą. Skrzat domowy rozchylił lekko palce ukazując wystraszone, wodniste oczy.
- Kredek nie chciał panienki wystraszyć... Pan mu kazał obudzić panienkę, bo siostra panienki wróciła...
- Elisa? Jak mogłam zapomnieć...- szepnęła do siebie.
Kilka minut później jej bose stopy dotykały już zimnych, kamiennych schodów gdy zmierzała w kierunku salonu. Uchyliła drewniane, zdobione drzwi i zajrzała do wnętrza przestronnego pomieszczenia. Na kanapie przed kominkiem siedziała ładna dziewczyna, miała ok. 15 lat. Jej ciemne, błyszczące włosy odbijały promyki padającego do salonu światła. Rozmawiała o czymś wesoło z matką.
Gdy drzwi skrzypnęły twarze zgromadzonych osób odwróciły się w ich kierunku.
- Ite!- czarnowłosa rzuciła się na szyję starszej siostrze. Mimo braku podobieństwa fizycznego matka zawsze powtarzała im, że są jak dwie połówki jabłka. Częste kłótnie jakie można było słyszeć na drugim piętrze domu, gdzie znajdowały się pokoje obu dziewcząt, były kiedyś na porządku dziennym, ale nigdy żadna z nich nie zdradziła by siostry. Teraz gdy widywały się jedynie w wakacje stały się prawie nierozłączne.
- Elisander, córeczko zostaw siostrę i zjedz z nami śniadanie...- chłodny głos ojca spowodował, że z twarzy Iteke spełzł uśmiech. Młodsza dziewczyna popatrzyła z niedowierzaniem na oboje.
- Przejdźmy do jadalni...- zaproponowała szybko pani Blaise.

^^^
Ciężkie krople deszczu uderzały w szyby salonu w którym siedziała młoda dziewczyna. Iteke wpatrzyła się w płaczący świat próbując opanować złość, która pulsowała w jej żyłach. Uciskała w sercu niczym niewidzialna uprząż. Czuła jak fale ciepła napływają do jej czaszki, a później rozchodzą się niczym trucizna po ciele. Gdy mosiężna kołatka uderzyła trzykrotnie w drzwi wejściowe dziewczyna przybrała jeden ze swoich uśmiechów.
Po krótkiej chwili do salonu wszedł blondwłosy mężczyzna trzymający dłoń ładnej ciemnowłosej dziewczyny. Iteke spojrzała na nią z wyższością. Gardziła nią. Jessica odebrała jej przyjaciela, najważniejszą osobę w życiu . Zajęła jej miejsce w jego sercu. Gdy w Hogwarcie zostali parą Daniel miał coraz mniej czasu. Nie mogła okazać swojej słabości, była zbyt dumna, ale wypowiedziała krukonce cichą wojnę.
- Witajcie... Może usiądziecie?- zaproponowała. Para zajęła miejsca na kanapie naprzeciw niej. Brunetka siedząca obok mężczyzny odgarnęła pasmo włosów z czoła i uśmiechnęła się niepewnie.
- Eee... Iteke przyjechaliśmy...- ścisnęła mocnej dłoń narzeczonego.- Zaprosić cię na nasz ślub...
- Uroczystość odbędzie się w katedrze św. Pawła dwudziestego sierpnia. Mamy nadzieję, że zaszczycisz nas swoją obecnością.- dokończył blondyn. W jego oczach zapłonęły wesołe iskierki, był taki szczęśliwy. Nie mogła się opanować i obdarzyła go promiennym uśmiechem, w jego obecności czuła się pewnie. Od zawsze był jej sposobem na różnorakie troski.
- Oczywiście Danielu. Z przyjemnością...
- Możesz przyjść z osoba towarzyszącą- dodał z uśmiechem. Na jego słowa dziewczyna skrzywiła się nieznacznie.
- Przyjdę z moim narzeczonym...- oczy mężczyzny rozszerzyły się ze zdziwienia.- Tak... Ojciec zaręczył mnie z Evanem Rosierem... Za rok wychodzę za mąż.
- Ale... Przecież... Czy ty go w ogóle kochasz?- zapytał zaskoczony. Dziewczyna wstała z fotela i podeszła do olbrzymiego okna wychodzącego na ogród.
- Nie...- ledwie dosłyszalny szept wydobył się z jej ust.
Mężczyzna podszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu.
- To nic... Od dawna spodziewałam się, że takie będzie moje życie. Jak zawsze ojciec decyduje o wszystkim. Cóż zrobić? Trzeba żyć dalej...- uśmiechnęła się smutno. Nie chciała pokazać tego jak bardzo się boi, jak nie chce spędzić reszty życia z kimś kogo nawet nie zna.
- Może ja spróbuję z nim porozmawiać...- zaproponował mężczyzna uśmiechając się łagodnie.
- Nie... To niczego nie zmieni, a rozwścieczy go jeszcze bardziej... Zresztą nie chcę mieszać cię w moje kłótnie z ojcem. Jednak dziękuję za propozycję.- powiedziała wymijająco. Do końca wizyty starała się unikać wzroku Daniela.
^^^
- Dobry wieczór...
Iteke siedział przed kominkiem w salonie próbując skupić się na lekturze książki, którą trzymała w rękach, ale nachalne myśli powodowały, że nie mogła nawet przypomnieć sobie czego dotyczy owy tekst. Ogień migotał wesoło rzucając światło na jej bladą twarz.
Męski głos rozdarł snującą się po kątach ciszę. Dziewczyna, która pochłonięta była rozmyślaniami nawet nie zauważyła kiedy młody mężczyzna usiadł obok niej na kanapie.
- Witaj Ite...- spojrzała zaskoczona na twarz przystojnego bruneta.
- To ty? Wybacz. Nie zauważyłam kiedy przyszedłeś.
- Nic nie szkodzi... Chciałbym z tobą porozmawiać. – dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna wygląda nieco inaczej. Jego zazwyczaj zdrowa cera była teraz jakby poszarzała, a oczy podkrążone. Zaciekawiona odłożyła książkę.
- Jaka to sprawa sprowadza cię do mnie o tej porze?
- To bardzo poufne...- ściszył głos.- Słyszałaś może o Tomie Riddle’u? Był przyjacielem mojego ojca z czasów szkolnych.
- Och... Tak... Był ostatnio u mojego ojca...
- Dobrze. To potężny czarodziej... Poprosił mnie o przysługę. Muszę wyjechać na jakiś czas...- westchnął.- Jemu się nie odmawia.
- Wszystko w porządku, ale po co mi to mówisz? Co ja...
- Masz zostać moją żoną... Chcę byś wiedziała co się ze mną dzieje.- popatrzył na nią dziwnie. Iteke nigdy jeszcze nie widziała go w takim stanie... Nikt jeszcze nie patrzył na nią z taka ufnością. Uśmiechnęła się mimowolnie.
- Dziękuję, że się ze mną liczysz.- pierwszy raz w życiu poczuła do niego taką sympatię. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech i zbliżył się do niej.
- Wiesz, nigdy nie zwróciłem uwagi na to, że jesteś taka ładna.- musnął delikatnie jej szyję. Dziewczyn automatycznie odsunęła się od niego.
- Jest już późno...- zaczęła.
- Racja... Przepraszam cię za najście. Dobranoc.- wstał i założył pelerynę.
- Evan... Zapomniałabym... Pójdziesz ze mną na ślub mojego przyjaciela? Może pamiętasz Daniela Juksona...
- Chyba kojarzę... Będę zaszczycony...- ukłonił się lekko i wyszedł.

^^^
- Proszę.
Drewniane drzwi do jasnego gabinetu znajdującego się na parterze ogromnego domostwa otwarły się ze skrzypnięciem. Za biurkiem siedział mężczyzna w średnim wieku, jego ciemne włosy oszronione były siwizną, a bystre, ciemne oczy zdawały się przeszywać na wskroś.
- Podobno chciałeś mnie widzieć...- chłodny głos dziewczyny przerwał ciszę.
- Tak... Usiądź proszę...- wskazał jej miejsce naprzeciw biurka. – Chyba najwyższy czas na rozmowę. Był tu ostatnio mój przyjaciel z lat szkolnych...- zawiesił na chwilę głos jakby zastanawiał się nad swoimi słowami.- Tom Riddle... Wielki czarodziej, już w Hogwarcie posiadał niesamowite umiejętności... Budził w nas respekt i podziw... Kilka dni temu przybył tu by zaproponować mi współpracę... Miałbym stanąć w szeregach jego zaufanych przyjaciół w zamian za co nasza rodzina posiadła by wiele dodatkowych praw, gdy on obejmie już władzę w Ministerstwie... Cóż za zachęcająca propozycja... Jednak gdy wyjawił mi na czym miało by polegać moje zadanie...- potarł kciukami skronie.- Nie zgodziłem się... Nie będę polować na mugoli, zabijać ludzi, którzy w jakiś sposób mu się narazili. Honor i nazwisko mi na to nie pozwala...
- Jednak nie bardzo rozumiem co to wszystko dotyczy mnie?- przerwała mu dziewczyna.
- Chodzi o to, że... Lord Voldemort- jak go teraz zwą, chciałby mieć też młode pokolenie w swoich zastępach... Wiem, że jesteś już pełnoprawnym czarodziejem, ale chciałbym prosić cię...- zamilkł na chwile jakby te słowa sprawiały mu dużą trudność.- Nie przystępuj do niego... Nie hańb naszego nazwiska...- spojrzał na córkę z nadzieją. Chwila ciszy jaka nastała po jego słowach dłużyła się w nieskończoność.
- Evan dla niego pracuje...- szepnęła. Pan Blaise poruszył się niespokojnie jakby było to dla niego dużym zaskoczeniem.
- Edgar zawsze był uległy, imponowały mu zdolności innych... Widzę, że jego syn jest podobny...- podniósł wzrok i spojrzał przez okno wychodzące na drewnianą altankę. Światło zachodzącego słońca oświetliło jego twarz porytą licznymi zmarszczkami, co nadało mu jeszcze starszy wygląd. Dziewczyna pierwszy raz od wielu lat przypomniał sobie jaki jest naprawdę jej ojciec. Mimo maski oziębłego i rygorystycznego tyrana był jej autorytetem. Kiedy miała cztery latka miał zwyczaj opowiadania jej o miejscach w których był i ludziach których poznał. Nie potrafił wprost okazywać swoich uczuć, ale zawsze chciała dla córek jak najlepiej.
- Dobrze tato... Spełnię twoją prośbę...- szepnęła tchnięta wspomnieniami. Ojciec popatrzył na nią ze zdziwieniem. Nie mówiła do niego „tato” dokąd skończyła 8 lat.
- Dziękuję...
To ostatnie słowo uznała za koniec rozmowy. Wstała powoli, rzuciła ostatnie spojrzenie ojcu i wyszła by nadal zmagać się z życiem, które od tej chwili zmieniło się na zawsze.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


0 komentarzy
Następne Poprzednie