Obrazek

She's like heroin to me

Powrót

Trzynaście

niedziela, 8.listopada.2009, 22:30
Poranne światło wlewało się do małego pokoju na poddaszu, przedzierając się niepewnie przez zakurzoną szybę. Słodki zapach damskich perfum mieszał się z dymem z cygara i wonią whisky, drażniąc nozdrza mężczyzny stojącego przy oknie. Wysoki brunet patrzył obojętnym wzrokiem na ludzi krążących po ruchliwej ulicy, sącząc rdzawy płyn z okrągłego naczynia. Był zimny, styczniowy poranek, wszyscy gdzieś zmierzali nie pamiętając już o tym, że kiedyś słońce grzało dużo mocniej. Pocierali zmarznięte dłonie o siebie w nadziei choć na odrobinę ciepła, chuchając ogrzanym powietrzem, które już po chwili zamieniało się w białą parę.
Mężczyzna oderwał wzrok od tego widoku i spojrzał na kobietę leżącą w łóżku. Rude włosy zasłaniały prawie jej całą twarz, a spod niebieskiej pościeli wyłaniała się zgrabna noga i smukła dłoń, która osuwała się ku podłodze. Odstawiając szklankę z brunatnym trunkiem na stolik, spojrzał na fotografie sprzed kilku lat, oprawioną w złotą ramkę. Przedstawiała dwojga młodych ludzi zapatrzonych w siebie, stojących w ogrodzie pomiędzy wysokimi krzakami czerwonych róż. Chłopak, którego kiedyś dobrze znał , trzymał jedną z nich w dłoni i obejmował rudowłosą dziewczynę, a ta uśmiechała się promiennie. Ostatni raz rzucił okiem na zdjęcie, podszedł do łóżka i usiadł ostrożnie na jego skraju. Odgarnął z twarzy kobiety kilka pukli włosów i delikatnie dotknął jej policzka. Po chwili wstał, zabrał ze stolika kawałek pergaminu i naskrobał na nim kilka zdań. Wyciągnął z kieszeni różdżkę i szepcząc coś pod nosem dotknął nią listu, wyczarował jeszcze czerwone róże i położył je na szafce nocnej obok posłania. Zapiął czarną koszulę i zarzucając płaszcz na ramiona wyszedł z pokoju. Po chwili, przez zakurzoną szybę, można było zobaczyć jak szybkim krokiem przechodzi przez ulicę i znika za rogiem.

*
Śmiechy i wesołe rozmowy niosły się przez błonia, w to jakże słoneczne popołudnie. Uczniowie młodszych klas z nieokiełznaną radością wylegli na dziedziniec, rzucając się w wir bitw, rozgrywanych pomiędzy domami. Natomiast ci nieco starsi spacerowali ciesząc się tak dawno zapomnianymi już promieniami słońca, albo zasiadali na drewnianych, zielonych ławkach postawionych na odśnieżonej ścieżce prowadzącej ku jeziorze, pogrążając się w jakiejś ciekawej lekturze. Iteke nie należała jednak do żadnej z tych grup. Siedziała nad brzegiem jeziora wpatrując się w jego gładką taflę i nucąc coś pod nosem. Ten wspaniały dzień nie mógł pozostać, tak po prostu, kolejnym, nudnym urywkiem jej życia spędzonym za grubymi murami zamku. Gdy jej włosami poruszył lekki wiatr, uśmiechnęła się do swojego odbicia w wodzie i założyła ich kosmyk za ucho. W tym momencie zobaczyła, czyjąś sylwetkę niewyraźnie odbijającą się w szklanej toni. Uniosła głowę i spojrzała w tym kierunku, ale w ostrym blasku słońca zauważyła tylko zarys męskiej postaci. Zmrużyła oczy i dopiero wtedy dostrzegła uśmiechniętą twarz blondyna.
- Daniel!- krzyknęła z radością i spontanicznie zarzuciła mu ręce na szyję. Przylgnęła do niego całym ciałem, jak gdyby każdy jego milimetr dawał jej jakąś siłę. Mężczyzna zaśmiał się radośnie i uniósł ją kilka centymetrów nad ziemię, jak robi się to z dziećmi.
- Oj Ite… Ty nadal jesteś tą małą dziewczynką.- skwitował stawiając ją z powrotem na stabilnym gruncie i zmierzwił jej włosy. Na policzkach dziewczyny pojawiły się radosne rumieńce, a na ustach wykwitł szczery uśmiech.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę… Ostatnio tyle się działo.- powiedziała już nieco smutniej.
- Tak? Widzisz, ja też mam ci trochę do opowiedzenia, na przykład to, że zostaniesz ciocią.- rozpromienił się jeszcze bardziej, a w jego oczach pojawiły się ,do tej pory nie ujawniające się, iskierki. Dziewczyna jakby nieco zbladła, ale już po chwili odparła z oszołomieniem:
- Ciocią? Danielu… ty chyba nie mówisz o… o dziecku?- mężczyzna przytaknął czochrając swoje blond włosy.- To… to wspaniale! Będę chrzestną!- zaśmiała się szaleńczo, omal nie wpadając do jeziora.
- A teraz ty mi opowiedz… Co u ciebie słychać?- zaczął obejmując ją ramieniem ruszając brzegiem jeziora w stronę Zakazanego Lasu.

*

Mrok rozlała się pomiędzy starymi murami kamienic, przynosząc wytchnienie marom czającym się w zakamarkach brukowanej uliczki. W małym miasteczku na południu Bułgarii, zapadła już cisza przerywana czasami cichym szczekaniem psa. Było już dobrze po północy. Latarnie rzucały jedynie wąskie, pomarańczowe światło, które nie było w stanie rozproszyć gęstej ciemności. Nagle przez słabo oświetlony skrawek chodnika, pokryty grubą warstwą śniegu przebiegł ledwo zauważalny cień. W głębi nieprzeniknionej nocy czaiło się kilka postaci, które ukradkiem czmychały pod kolejnymi lampami ulicznymi. W pewnym momencie znikły w jednej z wąskich strzelin pomiędzy dwoma budynkami.
- Musimy być ostrożni i niezauważalni. Ta robota ma być wykonana szybko i sprawnie, jeśli jakiś mugol się dowie - oznajmił niski, męski głos. Miał na sobie, tak jak wszyscy uczestnicy tego dziwnego zgromadzenia, czarny, długi płaszcz i kaptur zarzucony na głowę. W ciemności nie można było dostrzec jego twarzy, którą skrywał pod maską. Oddychali szybko, a biała para unosiła się wokół nich niczym zasłona dymna.
- Co jeśli jego tam nie będzie?- zapytał mężczyzna niskiego wzrostu i krępej budowy trzymając w zaciśniętej dłoni drewnianą różdżkę.
- Będziemy się wtedy martwić, a teraz do dzieła. Karkarow, Crabbe, Goley wejdziecie od piwnicy, Trawers i Nott za mną.- wydał polecenie i ruszył w głąb wąskiej uliczki prowadzącej pomiędzy dwiema kamienicami. Zmarznięty śnieg skrzypiał pod ich butami, zagłuszając tym samym stukot kroków. Nagle zatrzymali się naprzeciw drewnianych drzwi, z których złuszczała się zielona farba. Było to na pozór niewidoczne wejście na tyłach domostwa. Mężczyzna stojący z przodu wyciągnął różdżkę i wycelował nią w drzwi. Po chwili rozległ się cichy świst, a wrota otwarły się ze skrzypnięciem. Wszyscy trzej ostrożnie weszli do środka. Znajdowali się w długim, wąskim korytarzu, a wszechogarniający mrok nie pozwalał dostrzec jego końca. Teraz już każdy z nich trzymał różdżkę w pogotowiu, ostrożnie przesuwając się wzdłuż ściany. W końcu, niemalże po omacku, dotarli pod drzwi jednego z mieszkań, na których wisiała mosiężna dziewiątka. Ze środka można było usłyszeć czyjeś przytłumione głosy.
Najwyższy z mężczyzn dał znak reszcie, żeby się przygotowali i po chwili szarpnął za klamkę.
W pokoju panował półmrok, a przed niewielkim paleniskiem, w fotelu siedział potężny mężczyzna popijając burbona z okrągłego kieliszka. Przy wąskim, jedynym w tym pomieszczeniu oknie stała kobieta o długich, ciemnych włosach, przez szparę zasłon obserwując uśpioną ulicę Dimitrowgradu.
- Co zamierzasz z nim zrobić?- zapytał na pozór obojętnie jej towarzysz, cały czas wpatrując się w języki ognia tańczące na drewnianych szczapach.
- Chcę by cierpiał, tak, jak ona. Będzie błagał o śmierć, parszywy nędznik.- syknęła odwracając wzrok na współtowarzysza i splunęła na podłogę z pogardą.
- A co później, gdy będzie po wszystkim? Gdzie się podziejesz?- wypytywał jakby jej odpowiedź nie zrobiła na nim wrażenia.
- Nie wiem… Może zostanę tu, albo wyjadę na wschód. Na pewno nie wrócę do Anglii. Tam Ministerstwo zapewne będzie węszyć, a nie dam się zamknąć w Azkabanie.- odpowiedziała już nieco obojętniej. Podchodząc do stolika nalała sobie bursztynowego płynu do szklanki. W tym momencie rozległ się nagły huk i do pokoju wbiegło trzy zamaskowane postacie , a wraz z nimi posypała się chara zaklęć. Kobieta zdążyła uniknąć strumienia czerwonego światła lecącego w jej kierunku chowając się za sofą. Ze wściekłością zmrużyła oczy widząc jak jej szwagier bezwładnie osuwa się na podłogę. Celując różdżka w stojącego najbliżej napastnika wyszeptała jakieś słowa, a mężczyzna krzyknął i upadł. Korzystając z zamieszania skierowała się w stronę drzwi prowadzących do sąsiedniego pokoju, ale już po chwili poczuła jak kilka zaklęć śmignęło tuż obok niej. Zaklęła cicho pod nosem i patrząc na nieprzytomnego bruneta leżącego w rogu pokoju, próbowała do niego dobiec. Jednak tuż za nią wpadł do pomieszczenia jeden z nich i chcąc, nie chcąc teleportowała się jak najdalej od tego miejsca.
- Cholera! Uciekła, ale Evan jest tutaj.- oznajmił mężczyzna podchodząc do bezwładnego ciała leżącego w kącie.- Żyje…- dodał z ulgą dotykając jego nadgarstka. Po chwili w pokoju pojawiła się reszta jego współtowarzyszy.
- Zajmiemy się nim na miejscu Rookwood.- ponaglił go jeden z nich.
- Trzeba się stąd zwijać, bo zaraz pojawi się mugolska policja. Ty Karkarow, pomóż mi go zabrać, a wy - skinął na dwóch osiłków stojących w drzwiach.- idźcie po Notta i tego grubego.
W mieszkaniu znów zapanowała cisza, jak gdyby nic się tam nie wydarzyło. Tylko na podłodze w salonie leżało potłuczone szkło, a wokół niego rozchodził się ostry zapach alkoholu.

*
Niebo nad Hogsmeade pokryło się grubymi, ciemnogranatowymi chmurami zapowiadając nieuniknioną śnieżycę. Wraz z końcem ferii zimowych, wielu uczniów korzystając z ostatnich wolnych chwil postanowiło wybrać się do miasteczka na zakupy. Jednak nadciągająca z północy nawałnica wystraszyła niejednego Hogwartczyka. Niewielu śmiałków zdecydowało się na pozostanie w wiosce.
Młoda dziewczyna kroczyła dzielnie przez brukowana uliczkę, otulając się szczelniej płaszczem i podciągając szalik w barwach Slytherinu pod sam nos. Coraz silniejsze podmuchy wiatru smagały jej brązowymi włosami, a na policzkach pojawiły się rumieńce. Skręciła właśnie w lewo, gdy pierwsze płatki śniegu zaczęły uderzać ją w twarz wraz z mroźnym wiatrem. Przyspieszyła nieco kroku, by już po chwili zatrzymać się przed smętnie wyglądającym wejściem do „Gospody pod Świńskim Łbem”. Szarpnęła za klamkę otwierając drzwi z rozmachem. Odór stęchlizny, alkoholu i potu uderzył ją w nozdrza, wywołując na twarzy grymas obrzydzenia. Rozejrzała się po obskurnym lokalu i skierowała się do stolika w rogu. Usiadła na drewnianej ławce i rozpięła kilka guzików płaszcza. Po chwili podszedł do niej mężczyzna średniego wzrostu uśmiechając się sztucznie, ukazując przy tym rząd złotych zębów.
- Coś podać panience?- zapytał zarzucając na ramie brudną szmatę i wyciągnął z kieszeni mały notes.
- Poproszę o herbatę, ale w czystej filiżance.- powiedziała cynicznie starając się nie patrzeć na barmana.
- Ależ oczywiście… Może z małym „wsadem”, tak na rozgrzanie?- zapytał uprzejmie nachylając się nieco nad dziewczyną.
- Chyba wystarczająco wyraźnie wypowiedziałam swoje zamówienie. Chcę herbatę! Nie potrafi pan wykonać tak prostego polecenia?- powiedziała z irytacją już nieco głośniej, odsuwając się w kierunku ściany, by nie czuć jego okropnego zapachu. Mężczyzna ukłonił się lekko i mrucząc coś pod nosem o bezczelności ruszył w stronę kontuaru.
Siedziała samotnie już kwadrans obracając w dłoniach kremową filiżankę z ciepłym napojem. Zbliżyła naczynie do ust i wypiła łyk, po chwili odstawiając je na czerwoną podstawkę w żółte kwiaty, która w żaden sposób nie mogła należeć do kompletu. Ze zniecierpliwieniem spojrzała na zegarek i wyjrzała przez wąskie okienko wychodzące na ulicę. Jedyne co tam dojrzała to masę białych płatków śniegu wciąż opadających na chodniki, pokrywając je grubą warstwą puchu. Nagle drzwi gospody ponownie się otwarły, wpuszczając do środka zimny podmuch powietrza. Na progu stała wysoka, zakapturzona postać, która już po chwili skierowała się w jej stronę. Nieznajomy usiadł naprzeciw niej, a materiał okrywający jego głowę osunął się na ramiona, ukazując bladą i zmęczoną twarz młodego mężczyzny. Jego zwykle błyszczące, niebieskie tęczówki skierowane były teraz na pokaleczoną dłoń, a wzrok wydał się dziwnie smutny.
- Witaj Evanie.- powiedziała cicho próbując odnaleźć jego spojrzenie. Milczał unikając jakiegokolwiek kontaktu z nią.
- Przepraszam…- odpowiedział dopiero po chwili i zacisnął rękę w pięść. Znów nastała niezręczna cisza, przerywana kłótnią dwóch wiedźm siedzących przy stoliku po drugiej stronie sali.
Dziewczyna zatopiła wzrok w bursztynowym płynie z filiżanki, przysuwając ją bliżej siebie.
- To wszystko co chciałeś mi powiedzieć?- zapytała, wpatrując się w niego natarczywie.
- Nie… Chcę żebyś zrozumiała.- teraz i on na nią spojrzał.- Nie mogłem ci odpisać, ani się z tobą skontaktować, bo… zrozum, Ministerstwo zaczyna węszyć. Miałem być na urlopie świątecznym.- dokończył nieco ciszej i rozejrzał się z niepokojem.
- Są przecież inne środki niż sowa, dobrze o tym wiesz. Po za tym, nie udawaj, że chciałeś wracać. Po twoim zniknięciu w Bułgarii skontaktowała się ze mną niejaka Julia…- zamilkła na chwilę, by zaobserwować jego reakcję.- Twoja matka jej powiedziała, że ja mogę mieć jakieś wieści, więc napisała do mnie. Martwiła się o ciebie…- prychnęła z pogardą, mrużąc oczy i odsunęła od siebie pustą już filiżankę. Mężczyzna spojrzał na nią nagle, a w jego oczach pojawił się dziwny błysk.
- To tylko moja znajoma, która nic nie znaczy. Naprawdę…- ujął jej dłoń ułożoną na blacie w swoją rękę. Przez chwilę zacisnęła swoje długie palce na jego śródręczu, ale już po kilku sekundach puściła je i wstała od stołu.
- Przecież nie musisz mi się tłumaczyć. Chyba lepiej będzie, jak już pójdę. Żegnaj.- powiedziała cicho i czym prędzej opuściła bar. Gdy wyszła z pomieszczenia, śnieżyca nadal szalała uniemożliwiając jakąkolwiek orientację. Jedynie co widziała to czubki swoich butów, które zanurzały się raz po raz w głębokim śniegu. Idąc w górę ulicy, starała się nie myśleć o tym co wydarzyło się przed chwilą. Jednak nie było jej to dane, bo za sobą usłyszała czyjeś szybkie kroki. Dobrze wiedziała, kto zrównał się z nią po chwili. Evan zacisnął dłoń na jej nadgarstku i zmusił do zatrzymania się. Dziewczyna przystanęła wśród wirujących dookoła małych lodowych płatków i spojrzała na niego ze złością.
- Czego jeszcze chcesz?- zapytała ostro. Brunet nie odpowiedział tylko zbliżył się do niej i pocałował delikatnie. Iteke poczuła jak ciepło rozchodzi się po jej wnętrzu, a dobrze znany zapach wody kolońskiej dociera nawet do najmniejszej cząstki ciała. Przywarła mocniej do mężczyzny i odwzajemniła pocałunek.
- Tęskniłem za tobą.- szepnął jej do ucha, wtulając twarz we włosy pachnące lawendą.
- Ja… ja też.- westchnęła próbując opanować łzy, niewiadomo czemu, cisnące się na powieki. Dopiero teraz dotarło do jej świadomości, że ten człowiek wywrócił jej świat do góry nogami.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


0 komentarzy
Następne Poprzednie